Kiedyś myślałam że na wszystko jest czas i że mamy czas. Dziś wiem że jest coś co kończy wszystko bezpowrotnie i bez szans na cokolwiek jeszcze. Pragnęłam nieba zawsze niebieskiego, i wierzyłam że słońce świeci bez przerwy a na niebie latają motyle i mieni się barwami tęcza radości. Kiedyś myślałam… miałam plany.

Dziś borykam się z wiecznym odejściem. Stoję przed zamkniętymi drzwiami i skończoną drogą. Dziś już nie myślę tak jak kiedyś. Czy zastanawiałeś się kiedyś Drogi Czytelniku nad czasem który jest nam tu dany i jak z niego skorzystać? Czy zastanawiałeś się nad słowami niewypowiedzianymi, nad gestami nieskończonymi? Nad wyznaniami odkładanymi? Po co? Dlaczego odkładasz? Na wieczność. Na wieczne niewypowiedzenie, na wieczne odejście, na wieczną tęsknotę. Czy zastanawiałeś się nad tym, dokąd chciałeś polecieć i gdzie porwał cię jastrząb  – choć chciałeś z łabędziami? czy wzrósł na twoich śladach choć jeden kwiat? Teraz została jedynie wieczna tęsknota i niewypowiedziane nigdy słowa. Żal, że już nigdy… a miałam plany…

Nie na później

Kiedyś myślałam że można planować, że ja planuję, że moje plany zrealizuję wtedy kiedy przyjdzie na to właściwy czas, bo przecież na wszystko jest właściwy czas, prawda? TO JEST NIEPRAWDA.. Nie odkładajcie ważnych rzeczy, nie odkładajcie ważnych w waszym życiu osób na później. Nie żyjcie iluzją, ułudą że przyjdzie właściwy czas. Bo dziś nie, bo mam bilet lotniczy, za pół roku nie bo biorę ślub, za rok nie, za dwa lata nie, za trzy lata nie.. bo mieszkam tak daleko.

Kiełkujące szczęście

Aż w końcu tak! Za tydzień, nareszcie! to teraz jest ten czas. Nareszcie. Rozkwita radość, radość wystrzeliwuje kolorami, wiosna tak blisko, serce tańczy, że nareszcie, że się udało, a wiosna tak blisko, i tyle drzew przed oknem, będzie zielono, będzie jasno, będzie ciepło. Usmażę kotlety, albo nie, lepiej uduszę mięso w sosie, żeby zdrowiej, albo najlepiej warzywa, zjemy razem obiad, przyjdę z psem, obejrzymy film, wypijemy herbatę, wypijemy nalewkę, zadam te wszystkie pytania. Powiem że wszystko jest dobrze, że kocham, że nie pamiętam złego… Bo miłość przecież nie pamięta złego. A więc przyszedł właściwy czas, a więc to prawda z tym czasem i taka radość. Kiedyś tak myślałam. Radość dziecięca, radość miłosna. Ale jednocześnie radość naiwna, taka radość która zabija czujność.

Upadek

Ale czaił się tam złodziej, czaił się tam kłamca. Zakradł się w nocy przy łóżku i wyrwał serce, wyrwał mi serce. Z mojego serca wyrwał kiełkujące szczęście. Złodziej czarny, złodziej niewidzialny, już tam czekał, już się czaił, już czyhał, żeby zniszczyć, żeby zabić, żeby powalić na ziemię, na kolana, żeby krew się polała z tego wyrwanego serca, z tego wyrwanego szczęścia. Żeby kiełkujące korzonki krwawiły, żeby stała się ciemność, żeby była czerń, żeby listki zielone nie narodziły się.

Jak poradzić sobie teraz z tym że to miał być ten czas? Ale że nie był, że nie nastąpił, bo to jest nieprawda, bo to jest oszustwo. Jak poradzić sobie z niewysłuchaną modlitwą proszącą, modlitwą dziękczynna, że dziękuję za ten właściwy czas. Bo kiedyś myślałam… Nie odkładajcie ważnych rzeczy, nie odkładajcie ważnych w waszym życiu osób na później. Bo nie zdążycie przytulić, nie zdążycie obejrzeć razem filmu, nie zdążycie ucałować, nie zdążycie powiedzieć “dobranoc”, nie zdążycie powiedzieć “dzień dobry”. Nie obejrzycie razem starych zdjęć. Nie zadacie tych wszystkich pytań, nie doczekacie się odpowiedzi. Nawet tych najtrudniejszych, bolesnych. A może wcale nie miały być bolesne. Ale już się nie dowiem, już się nie dowiem. Świat się zawalił, wyrwane serce woła jeszcze resztką sił, krzyczy mocą rozpaczy: proszę przyjdź chociaż raz! obudź się, obudź się…. ale wszyscy wokół wiedzą w milczeniu, że przebudzenia już nie będzie. A kiedyś myślałam…

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *